niedziela, 15 maja 2011

Kolejna próba.

Huh. Więc jest kolejny plan, żeby rzucić. Obiecałam sobie w poniedziałek, że od wtorku będę palić mniej. Więc w środę udało mi się wypalić 5 fajek w ciągu dnia, zamiast obligatoryjnych 6-7[lub więcej]. W czwartek też. W piątek byłam zestresowana i tylko między 6-8.30am wypaliłam ze trzy fajki, a potem już poszło z górki. A wczoraj.. ja wiem? Nie wiem, ale na pewno poszło więcej niż 5. I teraz paczka mi się skończyła. I nie wiem czy iść po kolejną i obiecać sobie, że od teraz tylko 4 fajki dziennie, a potem zejść do trzech, czy nie iść w ogóle.Ale od ostatniej fajki minęło już chyba 11godzin, i jeśli nie pójdę, to głód nie da mi się uczyć. I co tu robić? Dobra, idę po fajki i spróbujemy tak. Pierwsza poranna fajka do kawy na czczo jest obligatoryjna. Kolejne fajki będą tylko i wyłącznie, kiedy będę już MUSIAŁA, a nie że CHCIAŁA zapalić. I w ciągu całego dnia, liczba owych fajek nie może przekroczyć liczby 4. To moje nowe założenie. Próbujemy. Czas zacząć ćwiczyć silną wolę. Bo moja jest wola, to słaba wola. Dlatego wracam do spowiadania się na blogu.

środa, 23 lutego 2011

C.d.

Znowu składam raport, chociaż już nie wiem po co. Od piątku nie palę, czyli dziś mija 4 dzień. Przeszłam detox, przeszłam gastrofazę, już jest w porządku. W sumie już przestałam nawet myśleć o fajkach i o tym, że trzeba je kupić. W piątek za ostatnią gotówkę którą miałam przy sobie kupiłam paczkę fajek. Dzisiaj za ostatnią gotówkę kupiłam.. obiad na jutro, mleko i chipsy ;P

niedziela, 20 lutego 2011

Gastrofaza.

Ok, w piątek wypaliłam ostatnie fajki jakimi dysponowałam. Przyznaję się bez bicia, były również dwie nadprogramowe, ale PPDS zgodził się, aby póki co nie nawracać mnie na katolicyzm, natomiast każdy tydzień bez fajki niweluje jedną z nadprogramowych. Czyli muszę jeszcze wytrzymać dwa tygodnie. Póki co, wytrzymałam dwa dni i siłą woli staram się utrzymywać przy jednym obiedzie dziennie, który jest i tak dwa razy większy niż moje zwyczajowe obiady.. I próbuję nie jeść cały czas.. i cały czas.. chce mi się jeść.. 15 min temu jadłam kanapki.. teraz oliwki.. zostało mi chleba na dwie kanapki.. idę sobie zrobić kanapki.. AAAAA..! Co za masakryczna gastrofaza! Już nawet nasiona słonecznika mi się skończyły..

piątek, 18 lutego 2011

Raport.

Hm, więc zostało 4. Po porannej była jedna związana z wzięciem się za pisanie abstraktu, potem jedna przed wyjściem na rynek, potem nie wzięłam fajek ze sobą na rynek, więc M. mnie jedną poczęstowała, więc zaraz po powrocie, jedną ze swoich złamałam i wyrzuciłam, co by się kalkulowało. Tak, zrobiłam to. Naprawdę. W każdym razie po powrocie była jeszcze jedna. Zostały 4. Dorobiłam się spodni, z czego jestem zadowolona. Zaraz zostaną 3, bo poranna.
Bez odbioru.

czwartek, 17 lutego 2011

It's coming..

Pomyłka w odliczaniu. Zostało mi 9 fajek. Znaczy, aktualnie już 8. Bo była jedna poranna z kawą. Detox się zbliża nieubłaganie wielkimi krokami..

środa, 16 lutego 2011

Odliczanie.

Zostało 10 fajek. Rozpoczynamy odliczanie. Jedna z pewnością była wypalona wtedy, gdy zestresował mnie koleś z koła naukowego [zawsze pisze, kiedy odpoczywam, oglądam film i mam wszystko gdzieś.. właśnie w takich chwilach przypomina mi, że mam coś do zrobienia. złamas.] i przypomniał mi, że mam napisać abstrakt. I muszę to zrobić jutro. Dramat.

wtorek, 15 lutego 2011

Powody.

Zostałam również zmuszona do opisywania, dlaczego palę każdego papierosa. Więc, zostało 18 fajek, dzisiejsza poranna jest po prostu poranną fajką. Żaden stres, humor jest dobry. 

PPDS  .: ale jeszcze opisuj bodziec

DDD.: po co bodziec? mam ochotę, to idę.

PPDS: tak będzie z pierwszymi 10potem zacznie być ciekawiej :D

Aye, więc za jakiś czas się zbiorę, żeby pojechać do banku, potem siłownia. Fajki zostawiam w domu. I tak minie mi pół dnia, biorąc pod uwagę, że obudziłam się koło 11;30 ;P Okej, raport złożony, biorę się do ogarniania świata.